niedziela, 30 października 2011

Rozmowy przy kuchennym stole


       Bardzo lubię, kiedy stół w kuchni zdobią KWIATY w wazonie i niezwykle rzadko zdarza się, aby tych kwiatów u nas nie było. Choćby jedna zielona gałązka, ale jest. Kwiaty przynosimy ze spacerów, zrywamy w naszym ogródku, albo kupujemy. Najczęściej jednak wazon wypełniają gałązki podarowane przez Męża, ot tak, bez okazji - jak te małe, kolorowe róże, które dzisiaj stoją sobie na naszym stole.
     Kuchnia w naszym domu stanowi centrum naszej codzienności. Nawet nie licząc już obowiązków porządkowo-kulinarnych, to i tak spędzamy tutaj sporo czasu. Nie mamy w zwyczaju jedzenia w dużym pokoju na kanapie, czy przed telewizorem, więc posiłki zjadamy tutaj. Często siedzimy sobie w kuchni ot tak, pijemy herbatę, kawę, rozmawiamy, planujemy, czasem pracujemy, a Mały odrabia lekcje. I tak samo, jak obecności kwiatów, pilnujemy by na naszym stole tliło się światełko świecy.









Niedziela minęła nam bardzo cichutko i spokojnie. Nasz Synek pojechał na weekend do sanatorium. Śmiejemy się, a Mały po prostu jest u Dziadków, którzy dogadzają Mu i dbają niczym o kuracjusza w uzdrowisku. Dzisiaj wybrał się z Babcią do teatru. A my siedzieliśmy sobie w trójkę z Paulinką. Mąż uczył się i przygotowywał prezentację na szkolenie, a ja korzystając z ponad trzygodzinnej popołudniowej drzemki Paulinkowej, usiadłam sobie przy stole z filiżanką kawy, poczytałam, wycięłam jesienną podkładkę i  miałam chwilkę, by napisać  kilka słów na blogu.

Pozdrawiam Was mocno.
Ada