poniedziałek, 16 lipca 2012

KONKURS

Serdecznie zapraszam Czytelników bloga "Drobiazgi domowe" 
do udziału w konkursie zorganizowanym przez Mama TomTom (klik)  :)


       Moi drodzy, trwa okres wakacyjny, a wraz z nim podróże te duże i te małe. Zapewne wielu z Was podczas wakacji podróżuje samochodem. Wiadomo, czas spędzony z rodziną w aucie jest okazją do wspólnych rozmów, śmiechów, zabaw, fajnych i miłych chwil. Niekiedy jednak podróże to powód stresu i nerwów, a wyprawy z małymi dziećmi bywają sporym wyzwaniem dla rodziców :)

    Pytanie konkursowe brzmi: jaki jest Wasz PRZEPIS NA UDANĄ PODRÓŻ samochodem? Co według Was sprawia, że podróż mija bezpiecznie, bezstresowo, spokojnie i w dobrej atmosferze? Jak Wy, jako rodzice radzicie sobie z Waszymi pociechami podczas wakacyjnych wypraw? Jak umilacie czas dzieciom, by podczas podróży się nie nudziły i nie marudziły? Jakie są Wasze ulubione gry i zabawy rodzinne podczas jazdy? A może znacie ciekawe miejsca, które warto odwiedzić? Jednym słowem, jakie są Wasze doświadczenia w tym temacie? Konkurs kierowany jest oczywiście do wszystkich Czytelników, nie tylko do mam z dziećmi :)

         Odpowiedzi zapisujemy w komentarzach. Osoby anonimowe proszone są o podpisanie się adresem mailowym. Zabawa trwa 10 dni, czyli do 26 lipca. Autor najciekawszej odpowiedzi otrzyma nagrodę główną, którą jest  NAWIGACJA Via 120 Europa, o wartości 670 zł (klik), ufundowana przez firmę TomTom (klik).


POWODZENIA :)
Ada

25 komentarzy:

  1. Wielka podróż już we troje dopiero przed nami ale z doświadczenia podróżniczki wiem, że najważniejsze to uśmiech,ostrożność, ciekawość świata i duuuużo przystanków aby się nacieszyć pięknymi miejscami ... to wystarczy w zupełności :D

    OdpowiedzUsuń
  2. My mamy do pokonania 1600 km z Anglii do Polski. Nasze dzieci są w wieku 3,5 i 2 latka. Nasz patent, to wyjazd na noc. Dzieci większość czasu przesypiają. Wtedy też nie chce się tak jeść, ani pić. Nie trzeba aż tak często stawać by odpocząć. Jak kierowca jest zmęczony to się zmieniamy. Zazwyczaj co 3, 4 godziny. Mamy to szczęście, że całą drogę jedziemy autostradami. Jedzie się szybko, bez korków. Wiadomo jednak, że tak długiej trasy nie jesteśmy w stanie dokładnie zaplanować, nie na się przewidzieć wszystkiego co się stanie w ciągu tych 20 godzin.
    Przed wyjazdem oczywiście należy sprawdzić auto, płyny, olej, koła itp. Tym zajmuje się mój mąż ;) Warto umyć auto przynajmniej w środku. Lepiej się jedzie później tyle godzin.
    W naszym przypadku bardzo się sprawdza bagażnik na dach, bo niestety nie mamy combi ;) Ważne żeby w środku w aucie nie było zbyt wielu rzeczy. A jak coś to w schowkach. Na takiej trasie prędkości są dość duże...
    Na drogę trzeba zabrać jedzenie i picie. Najbardziej sprawdzają się paluszki, czekolada, czipsy, suszone owoce, jakieś takie bardziej do podjadania rzeczy. A tak to trzeba zrobić dłuższy postój na jakiś większy posiłek. U nas zawsze jakiś kurczaczek, jajeczka... ;)
    W naszym przypadku dobrze się sprawdza dvd dla dzieci. Jak już nie ma co wymyślać to jest to dobre rozwiązanie. Warto zabrać też kredki, książeczki, jakieś małe zabawki, które dzieci lubią a najlepiej kilka nowych wtedy mamy spokój na dłużej ;)
    Można też bawić się w liczenie różnych rzeczy po drodze...mijanych samochodów, drzew, wiatraków...
    Najważniejsze, żeby się nie stresować i nie skupiać na tym jak nam jeszcze dużo zostało do przejechania. Czas nie powinien grać aż takiej roli. Ważne żeby dojechać cało i szczęśliwie.
    Jak dzieci będą większe to pewnie będziemy inaczej planować drogę. Chętniej będziemy gdzieś stawać po drodze i coś zwiedzać. Na razie nie ma jak
    Buziaki
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogłam się powstrzymać, Kasiu, podziwiam, taka daleka podróż z malutkimi dziećmi i piszesz o niej tak pogodnie!a do mnie nie chce przyjechać siostra z 2 latkiem bo mówi, że on za mały, a to tylko 100 km:(

      Usuń
  3. Podróż z dzieckiem, to istotnie wielka próba charakteru. Należy z góry przewidzieć zwiększoną liczbę postojów, niewygodę siedziska, marudzenie, nużącą się dziecku, zawsze za długą jazdę. Obowiązkową rzeczą jest ilość napojów do picia. Tu świetnie sprawdza się mineralna woda niegazowana, która orzeźwia i gasi pragnienie. Dozwolone przekąski to chrupki, paluszki. Zawsze zabieram jaśka, by Mała mogła oprzeć się o szybę auta. Inną, choć nie do końca popieraną przeze mnie " czasoumilaczką" jest granie córki na konsoli PSP. Czasami też śpiewamy, a na postojach celem rozruszania się robimy wyścigi, kto pierwszy do drzewa. Często przyglądamy się wyjątkowo ciekawej roślinie, lub żabce, lub ptakowi krążącemu nad łąkami.
    Wczorajszym hiciorem na udaną podróż naszej córki był hotdog. Kiedy już podejrzewałam dziecko ma gorączkę i ogromne zmęczyło się jazdą ( raptem 100 km), po zjedzeniu tej przekąski- cudownie odżyło, ożywiło się i rozgadało się. Dosłownie nastąpiła zmiana zachowania o 180 stopni. Nie miała żadnych problemów gastrycznych, ani problemów z długą i mozolną jazdą. Na koniec córka puszczała mi z komórki kawałki piosenek, po czym ja musiałam odgadnąć tytuł.
    To tyle. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bezpieczeństwo - sprawdzenie auta należy do taty i wykonuje to nie tylko z okazji dalszych podróży - do szkoły, czy sklepu też trzeba jeździć bezpiecznie :)
    Ale chcę zwrócić uwagę na dopinanie pasów w fotelikach - nadal spora część rodziców zostawia dzieciom luźne pasy, by ich nie uwierało, nie cisnęło, by miały swobodę i nie płakały. A przecież dziecko od początku prawidłowo przypinane uważa to za naturalne i się nie skarży. A dopinać należy najmocniej jak się da - by pod pas można było wcisnąć maksymalnie dwa palce i bez żadnych grubych ubrań i kapturów... Bo nawet jesli my jeździmy bezpiecznie, innych bezmyślnych nie brak i w czasie wypadku każdy centymetr luzu to większe urazy na ciele, czasem decydujące o życiu.
    Oczywiście nie zostawiamy dzieciom żadnych cięższych przedmiotów, żadnych piłeczek, które mogą wrzucić do przodu pod pedał hamulca, ani gorących płynów w pobliżu. Podszybia puste lub dobrze zabezpieczone.


    Rozrywka - Na ogół maluchy dostają jakieś ulubione autko, książeczkę, matę powieszoną na fotelu z dźwiękami - raczej pojedyncze rzeczy, dobrze mieć też coś całkiem nowego w schowku na wypadek zmęczonego rozkapryszenia - wówczas taka pierwszy raz widziana zabawka działa cuda :D
    W najgorszych wypadkach laptop z bajkami, ale to nader rzadko. Śpiewamy sobie dziecięce piosenki, ze starszym dyskutujemy i odpowiadamy na niezliczone (trudne) pytania, bawimy się w wyrazy na daną literę, na ostatnią literę, itp.
    Mały często po prostu zasypia...

    Jedzonko - staramy się nie korzystać z przydrożnych barów - wolimy kupić w normalnym sklepie parówki i swieże bułki oraz owoce (najlepiej łatwo obieralne), czasem zabieramy z domu racuchy z jabłkami, rogaliki drożdżowe, obrane marchewki itp. Raczej nie kanapki - bo rozmiękają i dzieci ich nie lubią.
    Obowiązkowo mleko i woda w małych butelkach z dziubkiem.
    Jedzonko i napoje w torbie podręcznej pod fotelikiem młodszego (nie kopie nogami).

    A w bagażniku? - co najmniej trzy zmiany krótkich ubrań dla małych - gdy się spocą w aucie i mają wyjść na powietrze, gdy się pomoczą napojami, gdy na zewnątrz dopadną błotka... :) Kurtki na deszcze, czapki na słońce i kaloszki.
    Wózek dla małego, wiaderko, łopatki i stare autka, których nie żal gdzieś zapomnieć. I worek na śmieci. I koc do opatulenia lub biwaku na trawie. I poduszeczka pod głowę dla chętnego.
    W schowku pampersy i zapas mokrych i suchych chusteczek, krem na słońce i "pokomarowy". No i mapy. Mama pilotuje, tata prowadzi, dzieci komentują ;)

    Wbrew pozorom - wszystko dobrze zapakowane mieści się wygodnie i nie zabieramy za dużo, nawet jak jedziemy na dłużej - zawsze można przeprać lub dokupić, a cięższe auto więcej pali :D

    Ulubione miejsca? Wszędzie tam gdzie jest trawa, drzewa, woda i piasek. Najlepiej wszystko na raz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak wnuki były mniejsze , to po prostu podczas jazdy momentalnie zasypiały.
    Był święty spokój , budziły się jak samochód stawał.
    Owszem coś do jedzenia, coś do picia,
    jakiś miś, jakiś piesek,żadnych zabawek.
    Wyjątkowo poręczne dzieci do przewozu.
    Teraz wnuki w wieku 6 i 10 lat, jedyne co rodzice stosują to częste przerwy. Rozprostować nogi , coś po drodze zjeść i jedziemy do celu.
    A i tak potrafią usnąć .
    Nie marudzą , nie płaczą, jakieś wyjątkowe pod tym względem.
    Synowa chyba tak je dobrze wychowała.
    Skąd to wiem, bo często jeżdżę z nimi,
    bo jak wycieczka to bez Babci , ani rusz :-)))
    Ponoć jak mnie nie ma to się wszyscy nudzą, taka rozrywkowa jestem ;-)
    Jeździliśmy przez całą Polskę z małymi wnukami
    i takie wypady 100 - 200 km,
    dlatego doceniam wszelkiego rodzaju pomoce jak TomTom.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle myśli mam w głowie i pięknych wspomnień z podróży do Polski,że nie wiem od czego zacząć...
    Na początek zaznaczę,że nie jestem mamą i moja wypowiedź jest pisana duszą 'dziecka'dla którego podróże są najpiękniejszym wspomnieniem i najszcześliwszym powrotem do domu.
    Każdego lata jeździmy do kochanych dziadków.A dokładniej na tereny Podlasia,które Wszystkim szczerze polecam - Czyste powietrze,dzika przyroda,wszechmogący spokój i ludzie bardzo,ale to bardzo gościnni.

    Według mnie beztresowa i bezpieczna podróż w miłej atmosferze zależy w dużej mierze od mądrych i rozsądnych rodziców...
    Moj tata przed podróżą sprawdza stan techniczny auta oraz uzupełnia apteczkę,przygotowuje mapę,gaśnicę,kamizelkę odblaskową,latarkę,dokumenty.
    Mama zaś zajmuje się pakowaniem bagaży,przygotowuje prowiant na drogę,napoje,drożdże piwne ,które są zbawienne w przypadkach podrażnień żołądka i niestrawności,żel łagodzący ukąszenia komarów i innych isektow,krem na oparzenia słoneczne,jaśki i kocyki do spania oraz inne akcesoria niezbedne podczas wojaży.
    Moje ulubione gry i zabawy podczas jazdy to zdecydowanie zabawa na ostatnią literę,suduku,karty,komiksy,książki z zagadkami,łamigłówki oraz warcaby magnetyczne w które obgrywam wszystkich po kolei :)
    Lubię podróże.Bardzo.Dzięki podróżom znalazłam kolejny cel-celem tym jest podróż po całej Polsce.Marzę o tym,by móc zobaczyć potężne Tatry z Giwontem na czele,Morskie Oko zapierające dech w piersiach,Stary Kraków,Trójmiasto i słynne Molo ... i plażę na Westerplatte.

    Mam na imię Sara.Moj adres e-mail : b.lasara@yahoo.fr

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomijając fakt, że przez wiele lat bałam się panicznie jazdy samochodem, myślę że pierwszą rzeczą, ważną dla wspaniałej atmosfery są fantastyczni ludzie - tacy, z którymi "można konie kraść", weseli i przyjaźni. Nigdy nie wsiadam do auta z kłótliwymi ludźmi, bo mój poziom stresu (potęgowany samą jazdą autem) wzrasta niemiłosiernie. Do tego wszystkiego dobra muzyka, która porywa nas wszystkich i trasa, która będzie nas wszystkich fascynować. Miesiąc temu byłam ze znajomymi w Radomiu i trasy, którymi jechaliśmy albo nas bawiły, albo zachwycały (trasy ze Śląska do Radomia i z powrotem).
    Dzieci jeszcze nie mam, dopiero plany na nie, dlatego patentu jeszcze nie mam na jazdę z dzieciakami :) Wszystko w swoim czasie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, chyba nie dam rady napisać, za dużo mam pisania obowiązkowego :)
    Ale innym życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojej, konkurs! :)

    Co prawda dziecko narazie w ilości 1 i pół, ale to się już chyba liczy nie? :)
    Często podróżujemy, gdyż jesteśmy regionalnymi emigrantami i cała nasza rodzina w ilości dużej babć, dziadków, ciociów i wujków porzucona w innej części Polski. Także, święta, wakacje, odwiedziny u dziadków, naprawa auta, formalności wszelakie (meldunek też ciągle w rodzinnych stronach) skutkują u nas załadowaniem kombi dzieckiem, kotem i menelami w ilości ogromnej (zawsze za dużej i zawsze upychanej w atmosferze napętej- "bo po co nam tyle gratów, po co nam kot, dziecko i wózek?!" haha) A niedlugo dojdzie kolejne dziecko i kolejne menele i wózek i chyba będzie trzeba przyczepkę kupić, bo ja, powiem szczerze, tego nie widzę.
    Dzięcię pierworodne w wieku lat prawie 2 od zawsze nienawidziło jeżdzić autem i wolało drzeć się do znacznego stopnia upocenia rodziców i kota, niż spokojnie zasnąć w foteliku. Kto nie przeżył, nie jest w stanie wyobrazić sobie scenariusza rozdartego niemowlaka i mokrych rodziców podczas gdy za oknem śnieg, mróz i zawierucha. Oj, działo się!
    Gdy dziecię nasze osiągneło podstawowy stopień świadomości, można było pokusić się o zajęcie jego kapryśnej uwagi i najczęściej bylo to... śpiewanie na głosy! z miauczeniem udręczonego kota w tle. :) Spiewanie działało, o ile śpiewacy pamiętali słowa i często zmieniali piosenki. Czyli dość krótko, prawdę rzekłszy.
    Radio na syna na działało nigdy, dlatego zakupiliśmy grający kwaitek Made in China na lipnej przyssawce, gdzie każdy z plastikowych płatków posiadał niespodziankę. Rzecz pięknie kiczowata, z milionem drobiazgów, jednakże dzięcię nasze wybredne było i po 10min był koniec zabawy.
    Do dziś działa zabawa w "Idzie Rak Nieborak", niestety tu wysiada kregosłup mamy lub taty, gdyż wygięcie w pałąk na tylnim siedzeniu powoduje lumbago. ;)
    Ostatnio sprawdziły się odcinki South Parka na komórce, niestety, żeby nie było zbyt prosto, potrzebny był komentarz właściciela telefonu, co tam się w tej bajce dzieje.
    Co jeszcze u nas działa- pstrykanie lampką nad drzwiami auta- nie wiem czemu, ale to jest dla naszego Olka fascynująca sprawa.
    Omawianie widoków za oknem, niestety szczegółowo (syn jest wymagający).
    Robienie przerw u nas się nie sprawdza z prostej przyczyny, dziecko nie chce wsiąść do auta i mamy małą histerię.

    A najlepiej i najszybciej i najprzyjemniej jedzie się w czasie tzw drzemki, czyli trzeba dziecko nafutrować na obiad, pobiegać z nim po obiedzie, szybko wpakować do auta (to już wyższa logistyka zważywszy na ilość meneli do zabrania, proponuje rozłożyć pracę na dwi osoby i zatrudnić wujka do biegania z dzieckiem). Wtedy jest spora szansa, że po 3 piosenkach syn zaśnie i chociaż godzina drogi przebiega we względnym spokoju. Względnym, bo przez pierwszą godzinę drze się kot ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. My co roku pokonujemy trasę z centrum Wielkopolski pod Leżajsk - aby dzieciaki choć raz do roku odwiedziły babcię. Mąż zajmuje się przed wyjazdem samochodem (sprawdza czy wszystko gra + tankowanie) Ja - ponieważ robię za GPS planuję trasę (a potem już w czasie jazdy weryfikuję - bo różne niespodzianki nas czekają), pakuję ciuchy dzieląc je na te co muszą być pod ręką i te co można włożyć do bagażnika na dach. Pod ręką mam apteczkę, chusteczki nawilżane, jedzonko (chrupki, jabłka, kanapki albo sucha bułka - choć ta nie bardzo bo za dużo okruszków zostawia), paluszki , herbatniki - czekolada odpada - najmłodszy ma 1,5 roku więc czekolada będzie wszędzie) oczywiście picie - soczki, herbatka, dodatkowo mam ciepłą wodę w termosie (czasem trzeba zrobić mleko). Jak dzieciaki miały mniej niż rok to były deserki w słoiczku (później już ich nie chciały)Część jedzonka mamy z tyłu w bagażniku w lodówce turystycznej (np. kiełbaski, kanapki)
    Zabawy - na razie jeszcze z nimi kiepsko - dzieci w wieku 5; 3 i 1,5. Mają malowanki + kredki, książeczki, swoje ulubione zabawki. Sprawdza się telefon. Niestety na krótką metę - po chwili wszyscy chcą się nim bawić a telefon jeden albo dwa - czyli dla jednego brak sprzętu (bo musi być na chodzie aby coś grało i świeciło).Jak nie było najmłodszego siedziałam z dziećmi z tyłu i w ruch szły pacynki. Obecnie muszę siedzieć z przodu. Najmłodszy siedzi po środku abym miała łatwiejszy dostęp do niego - jest najmniej samodzielny.
    Trasę dzielimy na etapy - zatrzymujemy się np. na nocleg - przy okazji coś zwiedzimy.Czasem wybieramy dłuższa trasę, ale taką gdzie można się spokojnie zatrzymać, jak już nic nie daje rady (nie ma jak wrzeszczący niespełna roczniak na obwodnicy Warszawy - nie ma gdzie wysiąść, tempo żółwia)
    Zawsze mamy jeden dłuższy postój - przynajmniej 1 godzina - dzieciaki mogą troszkę pobiegać.
    Jeżeli trasę mamy przejechać szybko - wtedy nocny wyjazd (męczący raczej dla nas, choć nasz 3-latek był tak przejęty wyjazdem, że spał 3 godziny a trasa zajęła około 10). Jeśli jedziemy w dzień to wyruszamy w okolicach drzemki najmłodszego.
    Oczywiście trzeba odpowiedzieć na setki pytań najstarszej pociechy (na szczęście w końcu stwierdza, że lepiej jest pośpiewać niż dręczyć matkę pytaniami), środkowy zazwyczaj milczy a najmłodszy śpi ewentualnie coś konsumuje, czyli na razie spoko :) Chyba, że jest bardzo przemęczony to muszę przyjąć pozycję nie bardzo zgodną z prawami fizyki - ale czego się nie robi dla dziecka, a zwłaszcza dla spokoju))
    Na szczęście są momenty, że wszyscy śpią i zalega błoga cisza ;)
    A zapomniała bym - w samochodzie mam zabijaczkę - wracając ze wsi zawsze jakieś muchy chcą się przejechać.
    Córka mi w tym roku marudzi, że chce jechać do babci na podkładce, ale ja wiem -nie ma jak foteliki - zwłaszcza w dłuższą trasę (bezpieczniej, no a jak zdarzy jej się zdrzemnąć głowa nie lata w ta i z powrotem).
    Dodatkowo w samochodzie są kocyki, pieluszki tetrowe - nie mamy przyciemnionych szyb, a kupne zasłonki nie zawsze się sprawdzają.
    I dziękuję temu kto wymyślił klimatyzację - na dłuższych trasach niezastąpiona - zwłaszcza w czasie upału.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hm chyba za krótko napisałam ?? :-))))
    Ale niech tak zostanie...

    Mam nadzieję ,że znalazłaś sondę do głosowania u mnie ??

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sonda oczywiście była w bardzo widocznym miejscu :)
      Krótko, nie krótko, ale bardzo fajnie.

      W ogóle Dziewczyny napisały rewelacyjne odpowiedzi :)

      Ada

      Usuń
  12. Trudne zadanie przede mną :) Jako dziecko dużo jeździłam z rodzicami, dziś też zdecydowanie wybieram wakacje w kraju a więc podróżujemy samochodem. Jeździmy dość dużo kilka-kilkanaście razy w roku z Wielkopolski nad morze i raz-dwa razy w roku jeździmy w góry. Kluczem jest dobra organizacja i dobre nastawienie. W dalszą podróż staramy się wyjechać wcześnie rano, aby dzieci choć trochę w samochodzie pospały. Gdy były mniejsze często wybieraliśmy się w drogę krótko po obiedzie (koniecznie lekkim) gdy zbliżał się czas drzemki. Myślę, że bardzo ważne jest jedzenie spożywane przed wyjazdem i w trakcie. I Marcin i Julka doświadczyli choroby lokomocyjnej - wyeliminowanie potraw mlecznych, wszelkich jogurtów i słodyczy w dniu wyjazdu pozwoliły nam pozbyć się dolegliwości żołądkowych. Do tego przygotowuję napoje niezbyt słodkie, najlepiej owocowa herbatka na drogę, podaję je w małych porcjach (większe porcje też powodowały nudności).

    A gdy zaczyna doskwierać nuda wymyślamy zabawy: szukamy zwierząt i je "zaklepujemy" np: raz dwa trzy moje świnki, mój piesek - celem jest zaklepanie największej ilości zwierząt, opowiadmy sobie śmieszne historie, niekoniecznie prawdziwe, opowiadamy dowcipy. Poza tym staram się opowiadać różne ciekawostki o mijanych miejscowościach (wymaga to wcześniejszego przygotowania) i wbrew pozorom dzieci lubią słuchać tych samych opowieści. Mam nadzieję, że tym sposobem zachęcę je do poznawania naszego kraju. Zdecydowanie nie jestem zwolennikiem samochodowego dvd - na co dzień dzieci mają wystarczająco dużo bajek, a jak raz się ulegnie to potem koniec, żyć nie dadzą :-)) A i dla dzieci lepiej jak podziwiają widoki za oknem, przy okazji zadając pytania niż gdy tylko oglądają poraz dziesiąty te same bajki.
    Dobrym patentem o którym było już wyżej jest nowa zabawka. W moim przypadku sprawdzają się nowe-stare zabawki - często chowam niektóre zabawki by potem w chwilach kryzysowych je wyciągnąć i dzieci bawią się jak nowymi.
    I byłoby pięknie gdyby tak grzecznie siedziały, bez marudzenia :) Niestety, gdy zaczynają się bójki i kłótnie oznacza to, że czas na przystanek, czasami na obiad, czasami na hot-doga w jednej z sieci stacji paliw (dzieciaki je uwielbiają!), czasami w lesie. Samo wyszukiwanie odpowiedniego miejsca też może być facynujące i zająć chwilkę :)
    Na szczęście dzieci rosną i z każdymi wakacjami są starsze i bardziej cierpliwe. Julka sama zaczytuje się w książkach a często poczyta też młodszemu bratu, więc kolejne pół godziny minie spokojnie :))

    Życzę wszystkim aby wszystkie podróże były spokojne i szczęśliwe :)) I trafiajcie do celu, z nawigacją lub bez ... bo bez, też da się żyć! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyny dzięki za Wasze tak świetne, dokładne i praktyczne opisy!!

    Pozdrawiam mocno

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  14. My przede wszystkim zabieramy dobry humor. Przydałaby się jeszcze walizka cierpliwości, ale na no nie zawsze już jest miejsce w bagażniku. Przeważnie wyruszamy późnym popołudniem, żeby po chwili frajdy ze wspólnego podróżowania, zajadania spakowanego specjalnie na tą okazję prowiantu, pierwszego postoju na kawę i siusiu na kolorowym parkingu z placem zabaw, móc odliczać chwilę, gdy dziewczynki zasną i wreszcie można będzie poczuć się jak za dawnych czasów, gdy podróżowaliśmy we dwoje, mając czas na rozmowę, wspomnienia i po prostu dla siebie :).
    Prowadzimy na zmianę tzn. ja mam te lepsze odcinki (czytaj : proste autostradą ), bo chorwackie serpentyny w dół czy wielkie miasta wolę oddać bardziej wytrawnemu kierowcy, gdyż ja, blondynka, po prostu nie zauważam, że kilka razy mijamy to samo skrzyżowanie, gdy nawigacja np. zaczyna głupieć...
    I to przeważnie tez ja muszę być rano zwarta i gotowa, żeby po dojechaniu na miejsce zabrać radosną i wyspaną gromadkę na zwiady, a drugi kierowca mógł choć chwilę w spokoju zmrużyć oko ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. magdalenajasinska1005@wp.pl

    Podróż z dzieckiem -nie lada wyzwanie
    Bo trzeba opanować jego brykanie.
    Lecz bezpieczeństwo jest najważniejsze
    Bo właśnie zdrowie jest najcenniejsze.
    Stan apteczki zawsze sprawdzamy
    I fotelik dziecka solidnie przypinamy.
    Na mapie fajnych miejsc szukamy
    W których później się zatrzymamy
    Karuzele i place zabaw są na naszej trasie
    I nie martwi nas ze nie dotrzemy o czasie
    Bo samopoczucie dziecka to ważna sprawa
    Które całej podroży atmosfery nada.
    Zawsze gdy w podróż z dzieckiem wyruszamy,
    Cały kosz zabawek ze sobą zabieramy.
    Pluszowymi zwierzakami w zoo się bawimy
    I wszystkie po kolei chrupkami karmimy.
    Gdy wszystkie zwierzaki mają pełne brzuszki
    Ubieramy lalki w różne ładne ciuszki.
    W grę też wchodzi głośne śpiewanie
    I krówek za oknem dokładne zliczanie.
    Później gry słowne i zgadywanki
    Albo w ruch idą kolorowanki.
    A gdy pociechę sen już zmaga,
    Swą małą główkę na podusi składa.
    Do kochanego misia się przytula
    Który zawsze szybko ją ulula.
    Wtedy do krainy sennych marzeń wędruje
    A czasem przez sen do nas zagaduje.
    W końcu z marudzeniem nie mamy problemu
    Spokojnie i bezpiecznie docieramy do celu.
    Ten wierszyk właśnie w podróży wymyśliliśmy
    A przy tym świetny ubaw mieliśmy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko zależy od wieku dzieci, bo inaczej podróżuje się z maleńkimi dziećmi, które nie potrafią jeszcze chodzić, inaczej z kilkulatkami a jeszcze inaczej z nastolatkami. Moim zdaniem do wieku naszych dzieci należy dostosować podróż oraz cel podróży. Nie ma też jednej sprawdzonej metody, każde dziecko jest inne. Skupię się więc na swoich obecnie prawie 6-latkach :) Najdłuższą podróż odbyliśmy autem w polaczeniu ze statkiem, do Norwegii. Faktycznie pora nocna jest superowa na wyruszenie w podróż z małymi dziećmi, szczególnie naszymi polskimi drogami. Wówczas dziewczynki miały niecałe 2 latka, ale zniosły podróż wyśmienicie :) Wyruszaliśmy rano, stateczkiem w ciągu dnia, a tam było pełno atrakcji, wieczór i noc śmigaliśmy autem, dzieci smacznie spały z przerwą na rozprostowanie nóżek i wypiciem mleczka. W termosie mieliśmy zapas gorącej wody, więc na masce samochodu mogliśmy przygotować smakowity mleczny posiłek :) Obowiązkowo przy sobie dzieci miała swoje ulubione przytulanki, książeczki, bajki na cd do posłuchania, piosenki. Obecnie super sprawdza się nam zgadywanka, wymyślamy jakieś zwierzątko i je opisujemy, nie nazywając, żeby pozostali uczestnicy zgadli o jakie stworzonko chodzi. Jak robimy sobie przerwę to albo gramy w kółko i krzyżyk, albo w taką "dłoniową grę", która nie wiem czy ma jakąś fachową nazwę. Polega na tym, że układamy stosik z naszych rąk, jedna na drugiej, i z pod spodu wyciągamy po jednej i kładziemy na wierzch , he he he...Moje córcie uwielbiają takie proste zabawy...Czasem też śpiewamy, wymyślamy wierszyki, oglądamy krajobraz za oknem...czesto jednak moje córcie zasypiają w aucie, które działa na nie jak kołyska :) Również staram się, aby było jak najmniej rzeczy w środku auta, ale z tym bywa różnie. Sprawdzanie oleju, płynów itp. rzeczy należy już do męża i zawsze to sprawdzamy przed dłuższą podróżą. Jakie ciekawe miejsca? Dużo jest takich miejsc, wiele jeszcze przed nami :) Dopasowywujemy to do wieku naszych córek, kiedyś wystarczyło im trochę piasku i wody, aby dobrze się bawić, na spacerach w wózku zasypiały...Obecnie woda i piasek również jest interesująca, ale bardziej ciekawsze jest już np. chodzenie po linkach na wysokościach, skakanie na pajączkach, trampolinie...chodzenie po lesie i wyszukiwanie skarbów oraz wsłuchiwanie się w leśne odgłosy, też je bardzo interesuje. Jakiś czas temu zachwycone legendami o jaskiniach i pewnym smoku, wsiedliśmy w auto i wyruszyliśmy do jaskini. Jednak bliskie spotkanie z obślizgłą i zimną jaskinią jednak nie zdobyło ich przychylnych głosów, ale zaspokoiły swoją ciekawość :) Moje córcie interesują się wieloma rzeczami, szczególnie tymi, które interesujemy się MY - rodzice, a w szczególności JA, czyli ich mama :) Gdybym chciała pojechać na księżyc i gdyby to była najbardziej długa i nieciekawa podróż, a na księżycu nie byłoby nic do oglądania, to i tak one byłyby przeszczęśliwe, bo byłyby tam ze mną. A wtedy to byśmy już oswoiły sobie jakąś różyczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w każdą dłuższą podróż wyruszamy zazwyczaj nad ranem, biorąc ze sobą przede wszystkim dobre nastroje uszykowane już poprzedniego wieczoru, który poświęcamy miłym pogawędkom i gdybaniu co ciekawego tym razem zobaczymy albo przeżyjemy. Dziecko jest dzięki temu pozytywnie nastawione, zaciekawione i podekscytowane samą już podróżą :)
      Jako "rodzinny pilot" muszę przed wyjazdem poświęcić trochę czasu na zaplanowanie trasy i wyszukanie atrakcyjnych miejsc, które możemy po drodze zobaczyć (czasami nawet kosztem zboczenia z trasy kilku kilometrów). Takie ciekawe miejsca bardzo umilają czas podróży i nie pozwalają na nudę, a przy tym są dobrą okazją do rozprostowania nóg :) Jeśli natomiast nie ma po drodze takich miejsc, które warto byłoby obejrzeć to i tak nie braknie nam atrakcji. Co prawda nasz samochód nie jest zbyt pojemny więc nie możemy wziąć worka zabawek, ale wystarczy np. ulubiona płyta - śpiewamy wtedy piosenki, czasami śmiesznymi głosami i jest przy tym bardzo wesoło :) Gramy też w różne zgadywanki typu "co to jest -żółte, gorące, na błękitnym niebie", gry np. wymyślanie słów na daną literę albo każdy wybiera jakiś kolor i liczymy samochody danego koloru - wygrywa ten kto naliczy ich najwięcej. Moje dziecko lubi też patrzeć od czasu do czasu na mapę - pokazuję mu skąd i dokąd jedziemy i w którym miejscu aktualnie jesteśmy - wtedy widać gołym okiem, że jesteśmy coraz bliżej celu :)
      Czasami umilacze podróży same się pojawiają :) W naszym przypadku są to na pewno zwierzęta spotkane na trasie - bociany, krówki, konie, psy z futerkiem w różnych kolorach, zdarzają się też sarny. Trzeba mieć pod ręką aparat, bo nigdy nie wiadomo co spotkamy na trasie. Będąc już w domu moje dziecko bardzo lubi oglądać zdjęcia i opowiadać rodzinie co ciekawego widzieliśmy.
      Podstawą udanej podróży jest też oczywiście posiłek - u nas zazwyczaj kanapki, owoce i herbata w termosie. Wybieramy fajne miejsce gdzie można się zatrzymać, rozprostować kości i zjeść wspólnie śniadanie w miłej atmosferze :)
      Przed podróżą należy upewnić się, że samochód jest sprawny, wszystkie płyny na odpowiednim poziomie itp. - tym zajmuje się mój mąż :) Bezpieczeństwo i rozsądek to podstawa udanej podróży!
      http://www.addelinda.blogspot.com/

      Usuń
  18. Nasza podróż Polska-pd Francji, dziecko lat4. Moje obserwacje:
    -dzieci kochają podróże małe i duże,
    - chcą uczestniczyć w przygotowaniach, a nie być tylko" zapakowane" do
    samochodu
    -uwielbiają się dopytywać na każdym etapie{ przygotowanie - podróż}- do tego niestety potrzebna cierpliwość i wytrwałość nasza...
    Przygotowania:
    Przed wyjazdem oglądaliśmy mapkę,ustalaliśmy którędy pojedziemy{ praca małej rączki na mapie}
    Do samochodu dla dziecka:
    - wybrana przytulanka, ulubiony jasiek,lekki kocyk,w małym plecaku w zasięgu ręki dziecka kilka zabawek, my wykorzystaliśmy naszą pacynkę- Florentynkę {wspólnie zrobioną ze skarpetki przed podróżą }- jak się okazało idealna zabawka do wymyślania różnych historyjek po drodze i na przystankach, dodatkowo jeżeli jest możliwość przy foteliku dziecka mała butelka z wodą{łatwy dostęp dla dziecka}'
    Mama oprócz lekarstw { co się mogą przydać, duża butelka z wodą, wilgotne chusteczki}
    Na postoju, jeżeli tata kierowca { jak było u nas} to wypoczywał, my robiliśmy nocne pikniki, poznawałyśmy w ciągu dnia teren, robiłyśmy zdjęcia telefonem , do oglądania i wspominania w dalszej podróży.
    Dużo zależy od naszego nastawienia ,cierpliwości i humoru..
    Olikiala@gazeta.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. Często latem, troszkę zimą
    Podróżuję z swą rodziną
    Po zakątkach Europy
    Korzystając tylko z mapy.
    By bezpiecznie podróżować
    Trzeba autko przygotować:
    Sprawdzam olej, sprzęgło, gaz
    By bez przeszkód wiozło nas.
    Gdy sprawdzone autko mamy
    Wtedy dzieci usadzamy
    W fotelikach zapinając
    I rozrywek dostarczając:
    Śpiewy, żarty, gry, zabawki
    Już minęło nam pół traski :)
    Dzieci ziewać zaczynają
    I spokojnie zasypiają.
    Tak do celu szybko, zdrowo
    Dojeżdżamy komfortowo :)

    Pozdrawiam,
    beatapo@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  20. Ponieważ wszystkie mamy podeszły do tematu bardzo poważnie, ja postanowiłam nieco żartobliwie.

    - Daleko jeszcze? - spytało z tylnego siedzenia maleństwo.
    - Ta - burknął tata skupiony na prowadzeniu X-winga, wersja rodzinna. Z naprzeciwka atakowały nas hordy TIE Fighterów, przeważnie na warszawskich blachach. Pruli nad morze. My w góry.
    - Daleko jeszcze? - ponownie spytało po paru minutach maleństwo.
    - Raczej tak – wyręczyła na tatę, mama. Tenże zaś spurpurowiał i zmiął pod nosem jakieś słowo, chyba na literkę k, ostatnia a.
    Minęło parę kolejnych minut podczas których trzy razy zostaliśmy zepchnięci do rowu, a dwa razy udało się nam odwdzięczyć tym samym. Zmiana turnusów na trasie E77. To na niej pierwsze szlify zyskiwał bohater narodowy Kubica Robert. Niestety w odstawce.
    - Daleko jeszcze? - padło znowu z tylnego siedzenia.
    - Tak!!!! - ryknął kierowca, czyli tata.
    - No to daleko, czy nie?!
    - Nie!!!! - zawył tata i uderzył dwa razy głową o kierownicę, co przy szybkości przelotowej 2,5 macha było manewrem cokolwiek niebezpiecznym.
    - Serio? - zdziwiło się maleństwo.
    - Nie! - ucięła mama.
    W aucie.. pardon X-wingu nastała cisza. Chwilowa.
    - Dale.... - zaczął terrorysta lecz w tym samym momencie tata walnął z całej siły pięścią w kokpit.
    - Dzień dobry cześć i czołem pytacie skąd się wziąłem? Ja jestem mały TomTomek, czarny jest mój domek, a w domku mam wodę, światło, gaz! Powtarzam zatem jeszcze raz: jestem Wesoły TomTomek! Mam...
    - On mówi? - maleństwo rozdziawiło usta szerzej niż Angelina „Wielkie Usta” Jolie, kiedy dostała Oscara.
    - On mówi! - zawtórowała mama.
    – On gada! - zgłupiał tata.
    – No a jak, ty głupku. - to było chyba do taty. - Gadam, nawiguje – pełny serwis! Nawigować każdy może, trochę lepiej, czasem trochę gorzej... ale niestety ja mam talent! No to jaką bajeczkę wam wyświetlić? Bolo i Lolo? Reksio Dog? A może czterech tankistów i psa?
    Zadowolone maleństwo poświęciło się bez reszty śledzeniu przygód Reksia, Koziołka Matołka i przestało terroryzować resztę familii. Wieczorem, gdy dotarliśmy na miejsce, tata prosił TomTomka o jakiś fajny film z momentami, ale mama zmyła mu głowę.

    A poważnie odpowiadając na pytanie co warto zobaczyć
    Polska to piękny kraj, którego tak naprawdę nie znamy. Adekwatnym stwierdzeniem będzie tutaj przytoczenie słów„ cudze chwalicie swego nie znacie…” Warte zobaczenia jest wiele miejsc w Polsce, wszystko zależy co chcemy zobaczyć. Jeśli chcemy zobaczyć wieś ginącą wybierzemy szańce. Warto odwiedzić Sierpc, Olsztynek, Kluki. To właśnie skanseny pomagają ocalić od zapomnienia elementy świata , który bezpowrotnie przemija. Jeśli urzekają nas małe miejscowości możemy wybrać Pasłęk lub Ornetę. Tam wszystko wydaje się proste, oswojone. Małe miasteczka przechowują w sobie ciszę, trwają zastygle jak gigantyczne rzeźby. Z większych miast poleciłabym Bydgoszcz przepiękne miasto które można porównać z Wenecją. A jeśli szukamy wyciszenia, spokoju poleciłabym Piaski – tak kończy się Polska. A kto choć raz zachłysnął się zapachem i smakiem morza, będzie do niego wracał już zawsze, wybierając kolejne nadmorskie miejscowości takie jak Lubiatowo, Puck, Hel czy Wyspę Sobieszewską. Możemy też udać się w podróż szlakiem zamków krzyżackich, zaczynając zwiedzanie od Malborka. Więcej o tych urokliwych, sprawdzonych miejscach WWW.polska jest super.pl
    Czasami warto ominąć płatne autostrady i pomknąć autem po drogach mniej uczęszczanych, tam widokami pól mieniących się w słońcu można się zakochać. A w takiej podróży zawsze pomoże nam nawigacja.

    OdpowiedzUsuń
  21. kiedy mozna sie spodziewac rozwiązania??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj wieczorem :) Właśnie już wszystko opisuję :)

      Usuń